Sucha czy mokra karma dla kota? Spór, w którym obie strony mają trochę racji

Na forach o kotach ta dyskusja trwa od dwudziestu lat i ma temperaturę sporów o wychowanie dzieci. Jedni twierdzą, że sucha karma to fast food, który niszczy nerki. Drudzy, że puszki to przepłacona woda, a ich kot na chrupkach dożył osiemnastu lat. Obie strony mają trochę racji i obie trochę przesadzają.

Zacznijmy od wody, bo o nią tu naprawdę chodzi

Przodkowie kota domowego żyli na terenach półpustynnych i prawie nie pili. Nie musieli – mysz składa się w około 70% z wody, więc kot, który zjadł mysz, właściwie ją też wypił. Po tamtych czasach zostało kotom słabe poczucie pragnienia. Kot zaczyna szukać miski z wodą wyraźnie później, niż powinien.

Mokra karma ma 75–82% wody, czyli z grubsza tyle co mysz. Sucha ma 8–10%. Kot na suchej karmie pije więcej niż kot na mokrej, to prawda, ale badania dość zgodnie pokazują, że nie nadrabia różnicy w całości. W efekcie produkuje mniej moczu i jest on bardziej zagęszczony. U zdrowego, młodego kota nic złego z tego nie wynika przez lata. U kota ze skłonnością do kryształów, zapaleń pęcherza czy z chorymi nerkami ma to już duże znaczenie i weterynarze w takich przypadkach niemal zawsze zalecają przewagę mokrego jedzenia.

Jedna rzecz poza dyskusją: jeśli kocur co chwilę wchodzi do kuwety, napina się i nic nie leci albo lecą krople – to nie jest temat na artykuł o karmach, tylko na natychmiastowy wyjazd do lecznicy. Zatkana cewka moczowa to stan zagrożenia życia liczony w godzinach.

Za co warto lubić suchą karmę

Jest wygodna. Nie psuje się w misce, można ją zostawić na cały dzień, wsypać do automatu albo do zabawki-labiryntu, z której kot musi ją wydłubać łapą (polecam, to świetne zajęcie dla kota mieszkającego w bloku). Jest też wyraźnie tańsza w przeliczeniu na dzień karmienia. Dobra sucha karma z wysoką zawartością mięsa to pełnowartościowe jedzenie, nie żaden fast food.

Ma za to jedną podstępną cechę: jest bardzo kaloryczna. 100 gramów suchej karmy to 350–400 kcal. 100 gramów mokrej to zwykle 70–110. Czterokilogramowy kot domowy potrzebuje dziennie około 200 kcal, czyli mniej więcej 55 gramów suchej karmy. To niepełna garść. Większość ludzi sypie „na oko” dwa razy tyle, a miska nigdy nie jest pusta. Stąd bierze się duża część kociej nadwagi, a nie z tego, że sucha karma jest „zła”.

Mit, z którym warto się pożegnać

„Sucha karma czyści zęby”. Niestety nie. Zwykłe granulki kot albo połyka w całości, albo rozkrusza czubkami zębów – przy linii dziąseł, gdzie odkłada się kamień, nic się nie dzieje. To trochę jak wiara, że chrupanie krakersów zastępuje szczotkowanie. Wyjątkiem są specjalne karmy dentystyczne o dużych, włóknistych granulkach zaprojektowanych tak, żeby ząb się w nie wbijał. Działają, ale to osobna kategoria produktów, a nie cecha każdej suchej karmy.

Wady puszek, o których fani mokrego mówią ciszej

Kosztują więcej i generują górę opakowań. Otwarta puszka wytrzymuje w lodówce dwa, góra trzy dni. Jedzenie wyłożone do miski po godzinie–dwóch zaczyna obsychać i tracić zapach, a latem w ciepłym mieszkaniu po prostu się psuje, więc karmienie „na zapas” przed wyjściem do pracy odpada. Do tego sporo kotów nie tknie jedzenia prosto z lodówki. To nie kaprys: zimne pachnie słabiej, a kot ocenia jedzenie głównie nosem. Wystarczy wyjąć porcję kwadrans wcześniej albo dolać łyżkę ciepłej wody.

I ważna sprawa przy wyborze: puszki i saszetki dzielą się na pełnoporcjowe i uzupełniające. Te z pięknymi kawałkami fileta w sosie bardzo często są uzupełniające, czyli nie mają kompletu witamin i minerałów. Jako dodatek są w porządku. Jako podstawa diety – nie. Informacja jest na etykiecie, zwykle małym drukiem.

Jak to pogodzić w praktyce

Większość kocich domów prędzej czy później kończy na modelu mieszanym i to jest rozsądne rozwiązanie. Mokre jedzenie rano i wieczorem, o stałych porach, a w ciągu dnia odważona porcja suchej – najlepiej w zabawce albo automacie, nie w misce bez dna. Kot dostaje wodę z jedzeniem, ma zajęcie pod nieobecność ludzi, a rachunek za karmę nie boli tak bardzo.

Trzeba tylko pamiętać, że kalorie się sumują. Jeśli kot dostaje dwie saszetki dziennie, to suchej karmy należy mu się już nie 55 gramów, tylko jakieś 15–20. Tabele dawkowania na opakowaniach zakładają, że to jedyne jedzenie kota.

Przy okazji, skoro już o wodzie: miska z wodą postawiona tuż obok karmy to pomysł ludzi, nie kotów. Wiele kotów pije chętniej, gdy woda stoi w zupełnie innym miejscu niż jedzenie, z dala od kuwety, w szerokim naczyniu, w którym wąsy nie dotykają brzegów. Fontanny też działają, choć nie na wszystkie koty – część traktuje je jak wroga.

A co, jeśli kot uznaje tylko jedno?

Koty uczą się, co jest jedzeniem, w pierwszych miesiącach życia. Kociak, który dostawał wyłącznie chrupki, jako dorosły potrafi patrzeć na pasztet jak na coś, co ktoś przez pomyłkę położył w jego misce. Dlatego młodemu kotu warto podawać różne konsystencje i smaki, nawet jeśli docelowo planujesz coś innego. Kiedyś – przy chorobie, na starość, po usunięciu zębów – ta elastyczność bardzo się przyda.

Dorosłego uparciucha da się przestawić, ale powoli: łyżeczka mokrej karmy obok suchej, potem odrobina wymieszana, ciepła woda do chrupek, żeby przyzwyczaić do innej konsystencji. Tygodnie, nie dni. Jednej rzeczy z kotem robić nie wolno: głodówki w stylu „zgłodnieje, to zje”. Kot, który nie je dłużej niż dobę–dwie, zwłaszcza otyły, jest zagrożony poważną chorobą wątroby. Jeśli odmawia jedzenia, wróć do tego, co jadł, i spróbuj wolniej.

Jeśli szukasz punktu wyjścia, zajrzyj do karm dla kotów w naszym sklepie i zacznij od sprawdzenia dwóch rzeczy na etykiecie: czy karma jest pełnoporcjowa i ile ma kalorii w 100 gramach.

Tagi

Co o tym sądzisz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane artykuły